Ro­man Kondziak

Roman: Moje ży­cie nie róż­niło się od zwy­kłego prze­chod­nia, ja­kiego można spo­tkać każ­dego dnia na ulicy — żona, syn, praca, miesz­ka­nie. Prak­tycz­nie nic nie za­kłó­cało na­szego ży­cia. Gdyby wtedy ktoś mi po­wie­dział, że będę uza­leż­niony od al­ko­holu, wy­śmiał­bym go, kwi­tu­jąc: może ci któ­rzy piją ta­nie wino na rogu ulicy, ale nie ja. A jed­nak stało się. Zmie­ni­łem pracę, za­czą­łem le­piej za­ra­biać i na­wet nie wiem kiedy a by­łem już osobą, która to­nęła we wła­sno­ręcz­nie stwo­rzo­nym ba­gnie — by­łem uza­leż­niony. Moje ży­cie krę­ciło się wo­kół jed­nego — jak i gdzie się napić.

Bu­dzi­łem się z tą my­ślą i z tą my­ślą za­sy­pia­łem. W tym okre­sie upodli­łem sie­bie, moją ro­dzinę, znisz­czy­łem wszystko, czego się do­tkną­łem. Kra­dłem, oszu­ki­wa­łem, kom­bi­no­wa­łem… W tym wszyst­kim chyba tylko ni­kogo nie za­bi­łem. Wie­lo­krot­nie obie­cy­wa­łem so­bie, że od ju­tra już nie piję, jed­nak ”ju­tro” ni­gdy nie na­de­szło. Żona miała już pe­łen strych mo­ich słów prze­pra­szam, a ja cią­gle obie­cy­wa­łem, przy­się­ga­łem na ob­razy, pro­si­łem, choć wie­dzia­łem, że kła­mię i oszu­kuję ją i sa­mego sie­bie. Pod­ją­łem le­cze­nie w ośrodku od­wy­ko­wym w Sie­niawce, choć był to tylko ”urlop” od mo­jego pi­cia. Po dwóch dniach by­łem znów pi­jany. W ta­kim sta­nie tkwi­łem 10 lat. W tym cza­sie za­ra­zi­łem się WZW typ C, żona po­dała mnie do sądu, a mnie nie chciało się żyć. Przy­szły my­śli sa­mo­bój­cze; uwa­ża­łem, że gdy mnie nie bę­dzie, to nie zro­bię już ni­komu krzywdy. Zo­stała jed­nak ostat­nia de­ska ra­tunku — za­dzwo­nić do ko­goś, kto może mi po­móc. Nu­mer ten do­sta­łem od zna­jo­mej. Tym kimś był Le­szek, który za­pro­po­no­wał mi już na ko­lejny dzień wy­jazd do Wi­sły na Dni Sku­pie­nia. Po­je­cha­łem tam i po raz pierw­szy usły­sza­łem o Bogu, który umarł za moje grze­chy; o ży­wym Bogu, któ­rego tak na­prawdę nie zna­łem. Do tej pory był dla mnie Bo­giem świąt, które były oka­zją, aby się na­pić, oraz, jak w pol­skim przy­sło­wiu, „jak trwoga to do Boga.” Tam w Wi­śle otrzy­ma­łem Nowy Te­sta­ment i tam też po raz pierw­szy go czy­ta­łem. Było to 6 grud­nia 2008 roku. Tego roku otrzy­ma­łem naj­wspa­nial­szy pre­zent w moim ży­ciu. Od­da­łem swoje ży­cie Je­zu­sowi, a On w cu­downy spo­sób uwol­nił mnie z uza­leż­nie­nia, tak po pro­stu, bez od­wyku, bez te­ra­pii. I choć w tam­tej chwili nie wy­da­rzyły się żadne spek­ta­ku­larne rze­czy, już ni­gdy nie się­gną­łem po al­ko­hol, sta­łem się wol­nym czło­wie­kiem. Po­pro­si­łem o prze­ba­cze­nie moją ro­dzinę. Za­równo żona, jak i dzieci już ni­gdy wię­cej nie wspo­mniały tych złych dni. Je­zus Chry­stus za­trosz­czył się o moje zdro­wie. Moja wą­troba jest zdrowa, w domu pa­nuje ład i porządek.

Od pierw­szego dnia mo­jego na­wró­ce­nia moje ręce służą Panu w Mi­sji Teen Chal­lenge, gdzie mogę mó­wić, że jest na­dzieja dla każ­dego czło­wieka, a jest nią JEZUS. Mam za­szczyt usłu­gi­wać w zbo­rze, gdzie je­stem go­spo­da­rzem. Dziś dzię­kuję Bogu za każdy dzień mo­jego ży­cia, wie­dząc, że gdy tylko będę kro­czył Jego drogą, On prze­pro­wa­dzi mnie przez każdy kolejny.

I wzy­waj mnie w dniu nie­doli, wy­ba­wię cię, a ty mnie uwiel­bisz” Psalm 50:15
“W dniu gdy cię wzy­wa­łem wy­słu­cha­łeś mnie, do­da­łeś mocy du­szy mo­jej” Psalm 138:3